N a t a l i a

Kiedy obudziłam się w swoje 20 urodziny to wiedziałam, że od tego momentu musi być już inaczej.
Zaczęłam myśleć o sobie i inwestować w siebie, bo człowiek się starzeje a to co wypracujemy teraz- zostanie.

Mam 20 lat, mieszkam w Warszawie i każdego dnia motywuję się żeby walczyć o zdrowy wygląd i dobre samopoczucie :)

środa, 6 maja 2015

"Knedle" z soczewicą i porcją warzyw.

Dzień wolny to zawsze dobry pretekst aby zrobić coś nowego. W moim przypadku wyszło nowe danie, którego jeszcze nigdy wcześniej nie próbowałam. Miałam co do niego ogromne obawy z racji tego, że nie zawsze udają mi się dania z farszem w środku i ciastem na zewnątrz. Jednak chęć poeksperymentowania z soczewicą była większa. Na szczęście !

Wydaje mi się, że nikogo nie muszę specjalnie przekonywać do tego, że soczewica jest bardzo zdrowym produktem.Jednak jeśli czyta to jakiś niedowiarek, to zapraszam do posta, w którym już o soczewicy pisałam :)

Tak więc, jeśli najdzie Was ochota na obiad, który dostarczy wielu witamin i zdecydowanie pójdzie na zdrowie to jest to idealny przepis. Składniki można łączyć wedle własnego uznania i smaku. Ja poszłam w aromatyczne zapachy i wyraziste smaki. Knedle to główna część dania, ale pamiętajcie, że dodatki kończą się tylko tam gdzie Wasza wyobraźnia !

Składniki:
1,5 kg ziemniaków
skrobia ziemniaczana (pół szklanki)
soczewica (max 1,5 szklanki)
suszone pomidory (wedle uznania, u mnie 1 szklanka)
czosnek (3 ząbki)
1 cebula
odrobina oleju do smażenia (u mnie olej z pestek winogron)
przyprawy

Dodatki:
sałatka (mix sałat, kiełki lucerny, papryka czerwona, ogórek, mielone siemię lniane)
sos (robiony na szybko- 2 pomidory + sok pomidorowy, wszystko zagotowane i przyprawione ziołami)


1. Zaczynam od ugotowania ziemniaków. Następnie dokładnie przeciskam je na puree. Do przeciśniętych ziemniaków dodaję skrobię ziemniaczaną i całość dokładnie mieszam a następnie ugniatam. Ciasto gotowe, można zabrać się za farsz !


 2. Na patelni rozgrzewam odrobinę oleju oraz dodaję pół łyżeczki ziół prowansalskich. Następnie dodaję cebulę i smażę ją standardowo do zeszklenia. Dalej dodaję posiekane drobno, suszone pomidory oraz ugotowaną soczewicę. Wszystko zostawiam pod przykryciem na małym ogniu. Farsz musi być jak najbardziej suchy, tak więc kiedy uzyskałam taką konsystencje, dodałam przyprawy i odstawiłam do ostygnięcia.



3. Z ciasta odrywałam średniej wielkości kawałki a następnie nakładałam na nie farsz. Ciasto trzeba dobrze skleić i uformować z nich kulki. Nie załamujcie się, jeśli ciasto będzie się kruszyło - ja byłam tym załamana, ale wszystko wyszło super :)

4. Tak przygotowane kulki wrzuciłam do wrzącej, osolonej wody. Po wypłynięciu kulek na wierzch gotowałam jeszcze przed ok. 4 minuty.



 

Smacznego !!


N.










niedziela, 3 maja 2015

Restart...again.

Zaczynać od początku można wiele razy, chociaż za każdym wmawiamy sobie, że to już ten ostatni.
Kiedy zaczynałam prowadzić tego bloga byłam pełna motywacji, zapału, pomysłów i wolnego czasu. Wszystko układało się cudownie, na wszystko był czas. Bez trudu wstawałam o 8 po to aby na 9.15 być już na siłowni. Problem niestety zaczyna się, kiedy wraca nasz "normalny" plan dnia. Nagle zaczyna brakować czasu dosłownie na wszystko. Z siłowni trzeba zrezygnować z powodu pracy, drugie śniadanie odstawić kosztem zajęć na uczelni a definicja odpoczynku zmienia się o 180 stopni.

20 lat to świetny wiek. Świetny i zdecydowanie za bardzo zgubny. Wydaje mi się, że mogę zrobić wszystko, być gdzie tylko chcę i uczyć się tego co mnie interesuje. Ambicje, marzenia i postawione cele, chociaż są świetną motywacją, to strasznie ograniczają nasz czas i zmuszają do ciągłego biegu.

Chciałoby się próbować wszystkiego, ale najpierw trzeba zacząć od siebie i poukładania tego co jest porozrzucane.

Dzisiaj post krótki, ale (mam nadzieję) jest początkiem do powtórnego powrotu na bloga. Na pewno zmieni się forma, może treść.

Na pewno zmieniły się cele.




N.

niedziela, 30 listopada 2014

Bez pracy nie ma kołaczy - wersja współczesna.


Dzisiejszy post powstał pod wpływem natchnienia, jak również bardzo przyjemnego wydarzenia, które miało miejsce.
Osoby zainteresowane literaturą, śledzące różne portale wydawnicze, zauważyły, że amerykańska dziennikarka oraz felietonistka sprawiła nam piękny prezent w postaci nowej książki. Mowa oczywiście o Reginie Brett, która rok temu zawładnęła moim sercem. Wszystko za sprawą jej książki pt. "Jesteś cudem". Trafiłam na nią zupełnie przypadkowo, podczas poszukiwań prezentu urodzinowego. Jednak zamiast podarować ją jubilatowi, podarowałam ją sobie. Może brzmi to nieco samolubnie, ale zapewniam Was, że nie miałam takich motywów.
To właśnie dziś, 5 listopada możemy wybrać się do księgarni po najnowsze wydanie- "Bóg zawsze znajdze Ci pracę".

Sam tytuł poruszył wszystkie moje ambicje i nie spełnione marzenia. Temat pracy jest dla mnie dosyć śliską kwestią, ponieważ czuję tu pewien niedosyt i nie spełnienie. Dwa dni temu, podczas wieczornego spaceru słuchałam opowiadań osoby, która jest zafascynowana tym co robi. I uświadomiłam sobie jak bardzo jej zazdroszczę ! Bo czy to nie piękne? Uczyć się określonej wiedzy, kształtować swoje umiejętności w tym kierunku i w dodatku to lubić? Dla mnie jest to wygrana na loterii. Zwłaszcza w tych czasach w których żyjemy, kiedy wybierając pracę musimy patrzeć na zarobki czy możliwości rozwoju. 
Dla mnie wybór dalszej drogi nauki a potem pracy jest i zawsze będzie najtrudniejszym wyborem w życiu. Przyczyna tego jest bardzo prosta - moje marzenia ciągnęły mnie w zupełnie odmienny kierunek niż ten którym poszłam. Na szczęście jestem na "początku" całej zabawy w dorosłe życie tak więc mogę jeszcze dokonywać drobnych zmian lub urozmaiceń.

Odkąd dotarły do mnie wieści o tytule nowej książki Reginy Brett nieustanie prześladuje mnie wizja wyboru pracy i tego czy robię naprawdę to co lubię. Za kilka chwil zabiorę się za czytanie i mam nadzieję, że albo zacznę spełniać swoje zawodowe marzenia, albo pokocham tę drogę, którą wybrałam.